Rozwiązywanie umowy z TPSA

opublikowane 2007-05-23

Koniec grudnia. Za dwa dni Wiligia. Prezenty. Szaleństwo. Przeprowadzka. Za dwa tygodnie wyjeżdżam do Dublina.

Popatrzcie na tę konwersację:

― Dzień dobry, chciałbym rozwiązać dwie umowy o telefon i Neostradę.
― Jaki numer telefonu?
― Jeden to… ― podaję numer ― Drugiego niestety nie pamiętam. Czy może pani dla mnie sprawdzić? Podam pani adres pod którym jest ten numer.

Podaję adres.

― Mhm… dobrze, wypisuję dla Pana rozwiązania umowy.

Pani z TPSA bierze szablon, wypełnia szczegóły.

― Proszę tu podpisać.

Podpisuję. Pani przegląda pismo jeszcze raz, stawia pieczątkę „wpłynęło dnia…” i sama podpisuje. Oddaje mi egzemplarze z pieczątkami i podpisami.

― Dziękuję, do widzenia, wesołych Świąt.
― Do widzenia, wesołych Świąt.

I jak, wszystko w porządku? No, niby w porządku…

Też tak myślałem! Do niedawna.

Co się okazuje: numer który pani wpisała jest, owszem, numerem spod tego adresu, ale numerem przed zmianą. Słowem, numerem który kiedyś tam był, ale został zmieniony.

TPSA uznała wniosek za nieprawidłowy i nie rozwiązała umowy; nie raczyła jednak o tym poinformować w sposób inny niż kontynuowanie przesyłania rachunków, o czym dowiedziałem się od rodziny.

Zaniepokojony, zadzwoniłem w lutym na tzw. „błękitną linię” (0229393) żeby wyjaśnić sprawę.

― Proszę pani, w grudniu złożyłem wniosek o rozwiązanie umowy na dwa numery telefonu, ale wciąż przychodzą rachunki.
― Proszę chwilkę poczekać, sprawdzę to.
Minęła chwila.
― Proszę pana, nasza pomyłka, tak, te umowy są rozwiązane.
― A czy jest jakieś zadłużenie do spłaty?
― Nie, wszystko jest opłacone.
― Czyli jesteśmy kwita? Świetnie, dziękuję bardzo.
― Do widzenia.

I jak wam się ta rozmowa podobała? Wszystko w porządku?

NIE! Nic nie jest w porządku!

Umowa nie jest rozwiązana, rachunki nadal przychodzą, pani na błękitnej linii albo nie wiedziała co mówi albo kłamała w żywe oczy.


Komentarze