Fiszki do nauki słówek

Portugalskiego nauczyłem się w znakomitej większości poprzez rozmowy. Musiały się różnić od zwykłych codziennych rozmów: po pierwsze, jak rozmawiać kiedy się słabo zna język? Po drugie, jak w rozmowie uczyć się słówek? Po trzecie, jak kontynuować rozwój języka poprzez samo tylko rozmawianie?

Moje odpowiedzi:

  1. Spędzałem 10-15 minut na przygotowaniach do 1-godzinnej rozmowy. Wymyślałem sobie z grubsza o czym będę opowiadał, i przygotowywałem małą ściągawkę ze słowami których zamierzałem użyć.
  2. Kiedy trafiałem na nieznane słowo, zapisywałem je. Początkowo w zeszycie, a potem, z lenistwa, w telefonie, w aplikacji do notatek. Robiłem to wytrwale i cierpliwie. Notatki ze słówkami to w końcu jedyna namacalna rzecz która zostawała po rozmowach.
  3. Rozwój języka to nie tylko rozmawianie, ale też czytanie i pisanie. Żeby lepiej czytać i pisać, trzeba czytać i pisać.

W tym roku stwiedziłem że w obecnej sytuacji największy postęp mogę zrobić na dwa sposoby.

  1. Rozszerzyć słownictwo. Podczas rozmów co prawda da się przeżyć, ale operując małym słownictwem zawężamy tematykę, więc po jakimś czasie mam wrażenie że obracam się w pralce tych samych zwrotów i tematów. Oprócz tego, boleśnie natomiast odczuwam braki podczas prób czytania, np. artykułów czy komiksów, o książkach nawet nie wspominając.
  2. Nauczyć się więcej szablonów zdań, w których mogę tylko podmieniać słowa żeby powiedzieć to co chcę. Problem tkwi w tym, że nie jest wcale łatwo wyłapywać potrzebne zwroty od osoby z którą rozmawiamy. Rozumienie zdań wcale nie jest jednocznacze z umiejętnością konstruowania ich. Usłyszawszy interesujący zwrot możemy poprosić rozmówcę żeby go powtórzył, ale taki zabieg boleśnie burzy płynność rozmowy. W efekcie nie robię tego zbyt często.

Żadna z tych dwóch rzeczy nie przychodzi sama z siebie, w każdym razie nie w wystarczającym stopniu. Muszę zrobić jakiś zaplanowany, dodatkowy wysiłek.

Zaczynając od drugiego punktu, uczyć się szablonów zdań łatwo jest ze słowa pisanego, a szczególnie książek w których są dialogi. Tylko że słowa pisanego nie da się przyswoić, kiedy się nie wie co to słowo znaczy! Muszę więc rozwiązać problem słownictwa w pierwszej kolejności, potem zacząć czytać, i to mnie nauczy szablonów.

Wróciłem więc do swoich notatek.

Przeglądanie list ze słówkami oczywiście było lepsze niż nic, ale moje listy nie były dobrze zorganizowane, i nie uczyło się z nich dobrze. Na pewno można sobie zorganizować notatki w sensowny sposób, ale zamiast tego kolega pokazał mi aplikację AnkiDroid.

Po szybkim obejrzeniu aplikacji nauczyłem się zapisywać w niej nowe słówka tak szybko, jak wcześniej w aplikacji do notatek.

Główna różnica polega na tym, że następnego dnia AnkiDroid wyświetla powiadomienie, że mamy słówka do powtórzenia. Umieściłem więc skrót do AnkiDroid tam gdzie wcześniej była aplikacja Facebooka. Klikałem więc z przyzwyczajenia w to samo miejsce, tylko że zamiast marnować czas powtarzałem słówka. Sukces!

Jest jednak pewien szkopuł.

Uczenie się słów z fiszek jest uczeniem się czegoś innego niż uczenie się słów w rozmowie na żywo.

Słuchanie, mówienie, czytanie i pisanie to cztery osobne umiejętności. Znajomość słownictwa nie prznosi się automatycznie pomiędzy nimi. W pewnym sensie, każdego słowa musimy nauczyć się cztery razy. Pierwszy raz, żeby je rozpoznać ze słyszenia. Drugi raz, żeby je prawidłowo wypowiedzieć.

Dygresja: miałem kiedyś znajomego który uparcie mówił np. „I been thinking”, bo się nauczył angielskiego ze słyszenia, i nigdy nie poświęcał czasu na detale, i chyba nigdy nie czytał. Końcówka „’ve” mu umknęła. To znaczy, umykała, codzennie, trzysta razy dziennie.

Trzeci raz musimy się słowa nauczyć, żeby to słowo rozpoznać w tekście. Czwarty raz, żeby je napisać i się nie pomylić w ortografii.

Na czym więc polega różnica?

Po pierwsze, w kontekście lub raczej jego braku.

Kiedy poznaję nowe słowo w rozmowie, zawsze odbywa się to w jakimś kontekście: w jakimś konkretnym miejscu, z konkretnym towarzystwie, w konkretnej sytuacji, czasami nawet z konkretnym problemem do rozwiązania. Poznając nowe słowo w takim kontekście nawet nie musżę go wielokrotnie powtarzać. Sam fakt użycia go w konkretnej sytuacji powoduje, że kiedy podobna sytuacja znowu się przytrafia, słowo samo przychodzi do głowy.

Słowa nauczone w ten sposób są bardzo różne od siebie, każde ma swoją historię, kontekst, swój kolor, swój nastrój, czasami nawet smak i zapach.

Kiedy przeglądam fiszki dla kontrastu, kontekst jest monotonny: jestm tylko ja, gapiący się w ekran telefonu. Przeglądam dziennie około 100-120 słówek, więc te słowa nie mają za bardzo szansy na to żeby się jakoś od siebie odróżniać.

Po drugie, w tym że przypinam porgualskie słowo do polskiego lub angielskiego słowa, zamiast do konceptu. Podam przykład: kiedy myślę o słowie „cerca”, natychmiast (milisekundy) przywołuję obraz np. niewysokiej drewnianej lub metalowej konstrukcji tworzącej niską ścianę naokoło ogrodu. Mam w głowie obraz, koncept, a nie słowo. Ale AnkiDroid nie jest w stanie zajrzeć do mojej głowy, on może mi tylko pokazać drugą stronę fiszki, czyli to samo słowo w innym języku. Muszę się więc zastanowić: ta niewysoka przegroda po polsku będzie się nazywać… płot? Ten drugi krok zajmuje mi już jakąś sekundę lub dwie.

Dodatkowym utrudnieniem jest to że generalnie staram się mentalnie oddzielać języki od siebie. Kiedy mówię w jednym języku, koncentruję się na nim, a inne języki odpycham. (Co czasami powoduje u mnie zmieszanie kiedy np. ktoś znienacka mówi do mnie coś po polsku.) Kiedy przeglądam fiszki, jestem zmuszony do skakania pomiędzy językami, a wolałbym tego nie robić. Teoretycznie mógłbym przygotowywać fiszki z obrazkami, ale kto ma na to czas.

Po trzecie, w efekcie uczę się kojarzyć wzajemnie słowa z dwóch języków, czyli mając przed sobą słowo w jednym języku, umiem powiedzieć jakie jest odpowiadające mu słowo z drugiego języka. Niestety, to nie jest to czego potrzebuję podczas rozmowy! Podczas rozmowy muszę szybko znajdywać słowa które odpowiadają konceptom / ideom które mam na myśli. Jeżeli chcę użyć słowa z fiszki, muszę najpierw przypomnieć sobie słowo z innego języka (co burzy koncentrację na bieżącym języku), potem wykonać to czego się nauczyłem z fiszek, czyli przypomnieć sobie słowo o tym samym znaczeniu z innego języka. To jest zbyt daleka droga, żebym był w stanie to zrobić na czas. Zacinam się więc w rozmowie.

Mam nadzieję, że z czasem słowa których często używam, „wgryzą się” w swój nowy konekst, i nie będę już musiał chodzić naokoło.

Jaka jest największa zaleta fiszek w takim razie? Liczba słów, którą jestem w stanie wepchnąć sobie do głowy w krótkim czasie.

W ciągu ostatniego miesiąca, poświęcając na fiszki około 15 minut dziennie, nauczyłem się ~50 nowych słów dobrze, i ~170 nowych słów trochę mniej dobrze, ale wciąż rozsądnie.