Jak niewidomemu wykazać istnienie fotografii

Tłumaczenie z bloga Skeptico.

Takie zadano mi pytanie: jak udowodnić niewidomemu, że istnieje fotografia?

Wiedziałem, do czego to zmierza. Rozmawialiśmy o zdolnościach parapsychologicznych. On mocno wierzył w siły nadprzyrodzone, doświadczał ich, i regularnie odwiedzał medium. Jego argumentem było to, że ponieważ ja nie doświadczyłem sił nadprzyrodzonych, nigdy nie byłbym w stanie uwierzyć w to, co on „wiedział” że jest prawdą. Nie da się ślepcowi udowodnić istnienia fotografii, i podobnie, nikt nie jest w stanie wykazać mi, że istnieją siły nadprzyrodzone.

Wymyślenie sposobu na pokazanie mu że się myli zajęło mi całe dziesięć sekund. Powiedziałem tak: Daj niewidomemu aparat fotograficzny, statyw i wyzwalacz. (Najlepiej polaroid, albo aparat który od razu pokazuje zdjęcia.) Wszyscy oprócz niewidomego opuszczają pokój. On samodzielnie robi zdjęcie, podnosząc losowo pewną liczbę palców, od 1 do 5. Osoba widząca wraca do pokoju, patrzy na obrazek i mówi: „podniosłeś X palców”. Jeżeli liczba się zgadza, i powtarza się to za każdym razem kiedy jest przeprowadzany eksperyment, niewidomy w końcu dojdzie do wniosku, że fotografia istnieje naprawdę. Technicznie rzecz biorąc, wysnuje wniosek że hipoteza mówiąca „aparat potrafi zapisać informację wizualną”, może być prawdziwa.

Będzie chciał powtarzać eksperyment w różnych pokojach, z różnymi osobami widzącymi. Będzie chciał wprowadzić dodatkowe zabezpieczenia żeby mieć pewność że nikt nie podgląda przez dziurkę od klucza. Poprosi niewidomych przyjaciół żeby przeprowadzili ten sam eksperyment. Ale ostatecznie, zostanie przekonany.

Zwolennik parapsychologii zamilkł. (Analogia która obróciła się przeciwko niemu, to musi być wkurzające.) Ale ja po postanowiłem iść naprzód. Chciałem zadać jemu kilka pytań.

Pierwsze pytanie było, jeżeli zrobiłeś to 1000 razy, i osoba widząca powiedziała prawidłową liczbę (powiedzmy) 225 razy na 1000 (gdzie losowe odpowiedzi dałyby 200), czy ślepy uwierzyłby że ta „anomalia” jest dowodem fotografii? Czy nie oczekiwałby czegoś blisko 1000 na 1000? A co jeżeli po wprowadzeniu zabezpieczeń rezultat zmalał do 200 prawidłowych odpowiedzi - tyle ile można uzyskać odpowiadając na chybił trafił? A co jeżeli osoba widząca została złapana na oszukiwaniu?

Co jeżeli niewidomy musiał zrobić rysunek i trzymać go przed aparatem fotograficznym, zamiast palców? Osoba widząca musiała zapisać, co myślała że jest na obrazku, a sędzia miał ocenić opis bazując na fotografii obrazka? Powiedzmy że niewidomy narysował kółko, a osoba widząca napisała że myślała że to drzewo, a sędzia dał temu 7 na 10 dlatego że drzewo z grubsza przypomina kółko? Czy niewidomy dałby się przekonać?

A co jeżeli niewidomy musiał wybrać jeden rysunek z czterech „celów” i trzymać go przed aparatem fotograficznym, zamiast palców? Osoba widząca widzi cztery rysunki docelowe i jest proszona o ocenę, na ile przypominają one ten na fotografii. Jeżeli widzący przypisze największą ocenę właściwemu obrazowi, zalicza się to jako „trafienie”. Jeżeli widzący zalicza trafienia powiedzmy przez 35% czasu (na chybił-trafił byłoby 25%), czy niewidomy zostałby przekonany? Co jeżeli osoba prowadząca eksperyment była w pokoju w momencie wykonywania zdjęcia, a potem podpowiadała widzącemu w czasie dokonywania ocen - czy niewidomy zostałby przekonany? Co jeżeli zaobserwowano liczne inne błędy w eksperymentach?

Co jeżeli naukowcy spędzili 25 lat badając, czy osoby widzące potrafią domyślić się ile palców podnosili niewidomi przed aparatem fotograficznym, i doszli do wniosku że jest bardzo mało, jeżeli w ogóle, danych potwierdzających tę hipotezę?

Co jeżeli magik zaoferował milion dolarów dowolnej widzącej osobie, która będzie w stanie przejść test pięciu palców, ale nikt tego nie dokonał?

Czy niewidomy nie odpowiedziałby na to wszystko, „dlaczego nie możesz mi po prostu powiedzieć, ile podniosłem palców?”

Kolega nic nie odpowiedział. Przyznał, że w analogii nie chodziło o to że nie miałem doświadczeń parapsychologicznych. Ale najwyraźniej analogia nie miała zastosowania, kiedy obróciłem ją przeciwko jego przekonaniom.

A mówią że to sceptycy mają zamknięte umysły.

(źródło)

Komentarze

  • jamajka (2009-03-19 11:31:56):

    To że kolega nie umiał znaleźć kontrargumentu na to naiwne dowodzenie istnienie fotografii nie znaczy że taki kontrargument nie istnieje.
    Jak udowodnisz temu niewidomemu że wiedzę o liczbie palców bierzesz ze zdjęcia, a nie z podglądania?

  • krusader23 (2009-03-22 18:45:55):

    Autorze! Nie udowodniłeś ślepcowi, że fotografia nie istnieje. Ty mu to wmówiłeś, w momencie, w którym powiedziałeś mu, że na fotografii jest x palców.
    W ogóle, co to znaczy: „udowodnić”? Jaką masz pewność, że to, co widzą Twoje oczy, jest prawdziwe? Albo, że miejsca, które uwieczniłeś na zdjęciach są prawdziwe? Może to jakaś nadprzyrodzona moc tworzy te wszystkie obrazy z Twojej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości i zapisuje je w Twoim mózgu, a Ty naiwnie wierzysz, że ta wirtualna rzeczywistość jest prawdziwa chociaż tak naprawdę nie jest. Nie można udowodnić, czy ta nadprzyrodzona moc istnieje, czy nie, podobnie, jak niewidomy nigdy nie udowodni sobie = nie „doświadczy” istnienia fotografii, bo a) nie ma wbudowanego w swój system zmysłu odpowiedzialnego za przetwarzanie fal świetlnych odbieranych przez ludzkie oko; b) bo to nie możliwe. Jedyne, co może zrobić niewidomy, to uwierzyć, albo nie i właśnie takie przesłanie było zawarte w „historyjce” o niewidomym.
    Więc Twój kolega miał rację – nie można zobaczyć czegoś, w co się nie wierzy, że to istnieje.
    Jestem umysłem ścisłym, ale mnie polemika na takie tematy denerwuje, bo nic z niej praktycznego nie wynika oprócz tego, kto komu pokaże, że jest „mądrzejszy”. Im „mądrzejsi” ludzie zaczną ze sobą polemizować, tym dłużej będzie trwała ich rozmowa, która nie doprowadzi do żadnych konstruktywnych wniosków. A cudzysłów na końcu zdania został umieszczony celowo.
    Pozdrawiam.

  • Automaciej (2009-03-25 12:22:58):

    „Jak udowodnisz temu niewidomemu że wiedzę o liczbie palców bierzesz ze zdjęcia, a nie z podglądania?”

    Najprościej, przez zasłonięcie oczu, albo kontrolowanie podglądania w dowolny inny sposób. Można też zrobić „zasadzkę”, w której niewidomy trzymałby przed obiektywem np. 3 palce, a potem podsunął wcześniej wykonane zdjęcie z jednym palcem. Osoba podglądająca powiedziałaby, że pokazane zostały 3 palce, osoba czerpiąca informacje z fotografii powiedziałaby, że widzi jeden palec.

    „Autorze! Nie udowodniłeś ślepcowi, że fotografia nie istnieje. Ty mu to wmówiłeś, w momencie, w którym powiedziałeś mu, że na fotografii jest x palców.”

    Jedno powiedzenie nie stanowi dowodu. Tylko skumulowane badania mogą stanowić dobry materiał dowodowy.

    „W ogóle, co to znaczy: „udowodnić”? Jaką masz pewność, że to, co widzą Twoje oczy, jest prawdziwe?”

    Hipoteza symulacji. Trochę podobna do niej jest hipoteza pięciominutowa. Masz rację, że nie ma żadnej logicznej niespójności w teorii, że żyjemy w świecie wirtualnym, i że nic z tego co widzimy, nie istnieje. Hipotezy tej nie obali największa nawet ilość zgromadzonych obserwacji. Zastanówmy się nad taką rzeczą: skoro ten blog jest tylko wytworem Twojej wyobraźni, albo jest tylko elementem symulacji, po co zostawiłeś na nim swój komentarz?

    Oczywiście że niewidomy nie doświadczy fotografii. Osoba niewidoma może zgromadzić bardzo duży materiał, który można łatwo i spójnie wytłumaczyć fotografią, a ciężko wytłumaczyć w jakikolwiek inny sposób. Podobnie, osoba widząca nie udowodni, że jej doświadcza. Może tylko pokazać, że jest w stanie we w miarę niezawodny sposób odczytać z niej informacje.

  • jamajka (2009-03-26 11:17:28):

    > „Jak udowodnisz temu niewidomemu że wiedzę o liczbie palców bierzesz ze > zdjęcia, a nie z podglądania?”
    >
    > Najprościej, przez zasłonięcie oczu, albo kontrolowanie podglądania w dowolny inny sposób.

    Pewnie, najlepiej magiczny. Pudło, panie racjonalisto. Przecież niewidomy po prostu nie jest w stanie kontrolować niedostępnego mu kanału informacyjnego. Tak samo jak, załóżmy że telepatia istnieje i daje się czymś zablokować, żaden z nas nie byłby w stanie zweryfikować czy telepata naprawdę jest zablokowany, czy tylko tak mówi.
    Wystarczy że w drzwiach będzie szyba. Widzący powiedzą że zasłaniają ją zasłoną, niewidomy nawet sobie wymaca tę zasłonę i stwierdzi że zakrywa cały ten kawałek drzwi, który (jak mu powiedzieli) jest przezroczysty. I co mu to da, jeżeli zasłonka będzie z prześwitującej tkaniny?

    > Można też zrobić „zasadzkę”, w której niewidomy trzymałby przed obiektywem np. 3 palce, a potem podsunął wcześniej wykonane zdjęcie z jednym palcem. Osoba podglądająca powiedziałaby, że pokazane zostały 3 palce

    Osoba podglądająca widziałaby że niewidomy coś kombinuje, że zrobił zdjęcie którego nie pokazał i schował, że zamiast pokazywać to, co wyszło z aparatu pokazuje coś wyjętego z kieszeni… Twój pomysł nieco utrudnia oszustwo, ale go nie czyni niemożliwym.

  • dexter (2009-03-27 13:47:48):

    Nie szukaj dziury w całym :]. Jamajka, niewidomi nie są głupi, a to naprawdę prosty eksperyment. Można go przeprowadzić chociażby we własnej łazience – oczywiście przy zapalonym świetle ;). Będziemy mieli pewność, że nikt nie podgląda.

    Tak samo jak, załóżmy że telepatia istnieje i daje się czymś zablokować, żaden z nas nie byłby w stanie zweryfikować czy telepata naprawdę jest zablokowany, czy tylko tak mówi.

    Eksperyment z telepatią też jest prosty, zresztą był już przeprowadzany setki razy.

  • jamajka (2009-03-27 14:47:38):

    Co pomoże własna łazienka, jak nie masz kompletnie kontroli nad kanałem informacyjnym? Łazienka ma wentylację, dlaczego nie można tamtędy wprowadzić peryskopu? Już nawet nie mówię o kamerach. Właśnie dlatego że niewidomy nie jest głupi, praktycznie nie ma metody żeby go przekonać że nie miałeś jak oszukiwać.
    A eksperyment z telepatią? Jaki eksperyment z telepatią, że niby daje się ją ekranować? Telepata mówił że nic nie odbiera, bo go zaekranowałeś? No i jak to się niby sprawdzało?
    (Prawdę mówiąc podejrzewam raczej że czegoś nie złapałeś z mojej wypowiedzi, niż że twierdzisz jakoby taki eksperyment został przeprowadzony)

  • Automaciej (2009-03-30 09:06:32):

    @jamajka, jeżeli argumentujesz że zawsze istnieje jakaś możliwość żeby się pomylić, to masz rację, bo zawsze jakaś tam możliwość pomyłki istnieje. Interesuje nas to, w jaki sposób wytłumaczyć obserwowane fakty. Mamy na przykład dwa konkurencyjne wytłumaczenia:

    Wytłumaczenie pierwsze:

    - w pierwszej łazience podglądali przez peryskop – w drugiej łazience też podglądali przez peryskop, chociaż szyb wentylacyjny został zasłonięty materiałem – w trzeciej łazience też podglądali, chociaż to było w Czechach i zupełnie kto inny przeprowadzał eksperyment – w czwartej łazience też jakoś podglądali, chociaż nie ma tam szybu wentylacyjnego – podglądali też w Niemczech, Francji, Anglii, i wszystkich innych krajach w których przeprowadzono eksperyment – jednocześnie wspaniale ukryli się przez wykryciem tego podglądania, ponieważ wynajęci detektywi nigdy nie zauważyli nikogo podejrzanego kręcącego się w okolicy

    Wytłumaczenie drugie:

    - Fotografia istnieje.

    Teraz mamy pytanie, które wytłumaczenie jest lepsze i dlaczego.

  • jamajka (2009-03-30 10:08:26):

    Brak danych do udzielenia miarodajnej odpowiedzi.
    Tak, wbrew pozorom i być może nawet Twojemu własnemu przekonaniu – to nie jest pytanie na które da się jednoznacznie odpowiedzieć mając tylko dane z tego wątku. Co więcej, pierwotną kwestią było „jak dowieść niewidomemu istnienia fotografii” – jednemu konkretnemu niewidomemu. Wkręcanie w to na siłę statystyki, mnóstwa powtórzeń eksperymentu w innych warunkach, przez innych ludzi, w innych miejscach – to zupełnie nie pasuje do problemu przekonywania jednego człowieka. Natomiast doskonale nadaje się do zaciemnienia, nomen omen, obrazu i erystycznego wygrania dyskusji.

    Czy te wszystkie eksperytmenty przeprowadzano w środowisku niewidomych z nielicznymi widzącymi, czy odwrotnie?
    Czy przeprowadzano je na użytek jednego człowieka, czy niezależnie?
    Jeżeli niezależnie, to właściwie dlaczego tylu ludzi zaangażowało się w taką na pierwszy rzut oka zbędną akcję?

  • Automaciej (2009-03-31 09:41:32):

    Jeżeli ktoś się zaweźmie i postanowi że nic go nie przekona, to i Salomon na to nic nie poradzi. Jest to temat na osobną dyskusję.

    Skoro już tak naciskasz, spróbujmy sobie scharakteryzować naszego fikcyjnego niewidomego. Jaki jest jego poziom paranoi? Jeżeli niski, to wystarczmy mu że kilku widzących przyjaciół powie mu, że fotografia istnieje. Dla większości ludzi opinia kilku znajomych wystarcza. Jeżeli jest trochę paranoiczny, nie uwierzy znajomym na słowo, tylko będzie chciał przeprowadzić jakiś eksperyment, i nie będzie zakładał złej woli ze strony widzących kolegów. Jeżeli natomiast w poważny sposób nie ma zaufania do swoich widzących znajomych, a temat jest dla niego ważny, będzie weryfikował hipotezę na wiele różnych sposobów.

    Z Twojego opisu domyślam się, że chodzi Ci o przypadek paranoidalnego niewidomego. Dla potrzeb dyskusji powiedzmy, że nazywa się Ferdynand i jest to człowiek którego stać na przeprowadzanie eksperymentów i ma niewidomych przyjaciół którzy mu mogą pomagać. Zakładamy kooperatywność i lojalność tych przyjaciół. Ferdynand, ponieważ jest lekkim paranoikiem, robi następujące rzeczy:

    - najpierw przeprowadza eksperyment w domu, w łazience – potem stwierdza że ktoś mógł podglądać więc idzie do łazienki bez otworu wentylacyjnego w starym budownictwie – potem stwierdza że może być jakiś spisek więc bez słowa zabiera dwóch przyjaciół i wyjeżdża do innego miasta na parę dni żeby przeprowadzić eksperyment z widzącymi przechodniami (którzy chętnie zarobią parę euro na dziecinnie dla nich prostym eksperymencie, chociaż nie podoba im się że będą z zawiązanymi oczami wiezieni do nieznanego miejsca, ale czego się nie robi w trudnych czasach dla paru euro) – potem dla pewności powtarza to w innym mieście w innym kraju – potem dla pewności powtarza to w innym mieście w innym kraju na innym kontynencie

    …tu można listę rozwijać dowolnie długo, w zależności od tego jaki jest stopień paranoi Ferdynanda. Generalnie, Ferdynand stara się w jak najbardziej losowy sposób zmieniać wszystkie warunki w których jest przeprowadzany eksperyment, zachowując tylko kluczowe, testowane elementy. Zmienia ekipy i miejsca, zachowuje natomiast aparat fotograficzny i podstawową metodologię. Szuka możliwego błędu czy możliwości oszukiwania ze strony widzących i eliminuje te możliwości.

    Co Ty na to?

  • jamajka (2009-03-31 13:09:15):

    Czyli jeden paranoik który koniecznie chce udowodnić reszcie świata że nie są mu w stanie udowodnić istnienia fotografii? Cóż, na takiego nie ma siły, zawsze będzie mógł mieć zastrzeżenia i, co więcej, z racjonalnego punktu widzenia zawsze będzie miał w zasadzie rację.
    Wszyscy ci, którzy w którymś momencie opierają się na zaufaniu do swoich informatorów postępują nieracjonalnie.

  • Automaciej (2009-04-02 08:28:11):

    @jamajka, cechy tego niewidomego to było pytanie do Ciebie, ja pokazałem trzy możliwości i przykładowe scenariusze. Wybierz poziom paranoi Twojego przykładowego niewidomego i wtedy będziemy się dalej zastanawiać.

    „Wszyscy ci, którzy w którymś momencie opierają się na zaufaniu do swoich informatorów postępują nieracjonalnie.” – postępują nieracjonalnie? Dlaczego?

  • jamajka (2009-04-02 11:15:21):

    Zastanawianie się ma sens wyłącznie przy niewidomym który dopóki nie uzyska obiektywnej pewności że nie ma podglądaczy, nie uzna istnienia fotografii. Niewidomy który w jakimkolwiek momencie WIERZY otoczeniu nie jest interesującym obiektem, bo nie postępuje racjonalnie – a przecież dowód istnienia fotografii miał być racjonalny, prawda?

    A dlaczego nie postępuje racjonalnie? Bo opiera się na wierze, a nie na obiektywnych dowodach. Wierzy w to, co powiedzieli mu informatorzy (czyli że nikt nie podglądał).

  • dexter (2009-04-02 13:18:28):

    Rozumiem, w czym tkwi tu problem. Po prostu analogia niewidomego z osobą „odporną na zdolności parapsychiczne” nie jest tu do końca właściwa. Możemy spokojnie założyć, że widzący znajomi każdego niewidomego twierdzą, że fotografia istnieje i nie ma co do tego wątpliwości.

    Tu jednak chodzi o sytuację, gdy część opinii jest sprzeczna z pozostałymi. Gdy np. ktoś wysuwa hipotezę, bądź twierdzenie, które stoi w sprzeczności z dotychczasową wiedzą o świecie. Faktyczne oddziaływania łatwo można wykazać, w przeciwieństwie do zdolności parapsychicznych.

  • Dedal (2009-04-02 15:22:41):

    A tak w ogóle to zdrowie dopisuje? Bo widzę same dywagacje studenckie tutaj. Koleś idź do armii, dzieci zrób itd. Zajmiesz się nie liczeniem palców a życiem. Zaczniesz w końcu doświadzać życia osobiście a nie z książek. A takie farmazony to możesz opowiadać narkomanom na dworcu przy założeniu, że Ci wcześniej manta nie spuszczą ;)

  • dexter (2009-04-02 17:08:39):

    Narkomani to chyba woleliby pogadać z tobą, Dedalu. Czy to nie ty miałeś całkiem dobry pomysł na odlot? ;)

  • Dedal (2009-04-03 12:42:20):

    Dexter,

    Zauważ jedno – ja żartuję :D Maciek nie daje sie wkręcić. Ale jego słuchacze owszem ;)
    Uwielbiam Maćka za jego odporność. Niegdyś wyłożył mi cała ideę Pythona. Podkreślam jeszcze raz – to co napisałem to jedynie próba wyprowadzenia stabilnego Macieja z równowagi :) Nie ma co się złościć – życie to sporo testów. Ale na szczęście dexter widzę, że i Ty żartujesz :) Zatem Ciebie gorąco pozdrawiam a Maćka dalej testujmy ;)
    Swoją drogą żałuję, że Maciek nie jest w kraju. Bardzo chciałbym się spotkac i pogadać :(

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

  • Automaciej (2009-04-04 04:22:01):

    @jamajka: Napisałaś: „A dlaczego nie postępuje racjonalnie? Bo opiera się na wierze, a nie na obiektywnych dowodach. Wierzy w to, co powiedzieli mu informatorzy (czyli że nikt nie podglądał).”

    Nie wiem jak ty rozumiesz racjonalizm, chyba inaczej niż ja. Co to są „obiektywne dowody”? Wrażenia wzrokowe raczej się nie kwalifikują, prawda? A jeżeli nie one, to co?

    Z drugiej strony, brak „obiektywnych dowodów” nie musi od razu oznaczać wiary. Nie chodzi o to, żeby „wierzyć” widzącemu, żeby bezkrytycznie przyjmować wszystko, co on mówi, jako prawdziwe. Można natomiast przyjąć do wiadomości, że powiedział to co powiedział i zastanowić się, jakie można znaleźć tego dobre wytłumaczenie. Dobre, to znaczy możliwie proste i jednocześnie tłumaczące możliwie dużo.

    Jeszcze jedna rzecz. Przetłumaczony oryginalny post nawiązuje do jasnowidzów, którzy chcą aby uznać ich umiejętności na podstawie wyników które są ledwo co lepsze niż to, co można uzyskać na chybił trafił.

    @Dedal: Mąciwodo ty! :-)

  • dexter (2009-04-06 15:23:08):

    @Dedal

    >Ale na szczęście dexter widzę, że i Ty żartujesz :)

    Zawsze :]

    >Swoją drogą żałuję, że Maciek nie jest w kraju. Bardzo chciałbym się spotkac i pogadać :(

    Ja chyba będę miał w tym roku okazję pogadać z guru na żywo ;).

  • jamajka (2009-04-07 09:29:49):

    A czymże innym jest racjonalizm jak nie wymaganiem żeby wszystko było udowodnione w sposób niezależny od dowodzących? Z czego jasno wynika że wszelkie „niewidomy zaufał widzącym” jest nieracjonalne. I może trzymajmy jakiś poziom, co? Iluzjoniści jako analogia eksperymentu? To prawda że zobaczenie czegoś „na własne oczy” niekoniecznie jest twardym dowodem, ale właśnie dlatego utwardza się go setkami sposobów, których oczywiście iluzjonista specjalnie (i za obopólną zgodą) uniknie.

    A jeśli chodzi o jasnowidzów, to chwileczkę, są te umiejętności jednak wyższe niż czysto losowe strzelanie? No to w czym problem? Że nie mają 100% trafień? Rozumiem w takim razie że terapie o których wiadomo że dają na przykład 50% (a i to czasami dużo) szans na wyzdrowienie, a nie 100%, to domena znachorów?

  • Automaciej (2009-04-26 14:17:15):

    Skoro już wdajemy się w takie szczegóły, ja rozumiem racjonalizm w sensie potocznym, z kilku znaczeń podawanych przez Wikipedię chodzi mi o to:

    Racjonalizm w potocznym znaczeniu to postawa polegająca na porządkowaniu i poddawaniu logicznej krytyce docierających do nas wiadomości i odrzucanie tych, które zaprzeczają znanym faktom i / lub logice.

    Ja bym bardzo chciał żeby „wszystko było udowodnione w sposób niezależny od dowodzących”, ale takiego wymagania w żaden realistyczny sposób spełnić się nie da. Mimo to można dużo zrobić żeby osiągnąć duży stopień zaufania wiedzy o świecie.

    Napisałaś: „A jeśli chodzi o jasnowidzów, to chwileczkę, są te umiejętności jednak wyższe niż czysto losowe strzelanie? No to w czym problem? Że nie mają 100% trafień?”

    Jasnowidze nie muszą mieć 100% trafień – podejrzewam że nawet osoba widząca nie będzie miała 100% trafień jeżeli próba będzie odpowiednio duża, bo zawsze trafi się zdjęcie albo zamazane, albo któryś palec będzie zasłonięty, itp.

    Chodzi o taką liczbę trafień, żeby było widać, że jest większa niż to, co można uzyskać na chybił trafił.