Uczciwość dyskusji

Pod moim niedawnym wpisem o wygrywaniu dyskusji, Hoppke napisał komentarz, w którym… zresztą, po prostu go przytoczę w całości:

I IMO nie ma „nieuczciwej” dyskusji. Najwyżej dochodzi do takiej rozbieżności użytych środków/oczekiwań, że dyskusja się kończy. I nawet wtedy wiadomo, kto wygrał.

Ocena wygranej zależy oczywiście od subiektywnych kryteriów, ale większość ludzi ma je dość zbieżne. Punkty zdobywa się np. za: sprowokowanie przeciwnika do zaprzeczenia samemu sobie (nokaut), wykazanie się większą wiedzą, albo np. skomplikowanie dyskusji tak, że nikt już nie wie o co biega (wymęczenie przeciwnika) i dyskretną zmianę tematu na bardziej korzystny, no i oczywiście zdyskredytowanie rozmówcy jako człowieka (nie wszędzie uznawane jako zwycięstwo, bo na ogół nie ma związku z tematem sporu, ale na ogół zadziała). Jest wiele możliwości. Czasem wprowadza się dodatkowe obostrzenia (np. zakaz nawiązywania do faszyzmu).

Dyskusje-rywalizacje są IMO prostsze niż dyskusje-kooperacje. Choćby dlatego, że rywalizuje się o epenisa, a do współpracy to już trzeba mieć jakiś solidniejszy powód. No i szczególnie w internecie prościej rywalizować, niż zaangażować się empatycznie i nawiązać jakąś więź z rozmówcą.

(Podobny motyw widać w innym komentarzu Hoppkego.)

Hoppke oczywiście może tak postawić sprawę, że nie ma czegoś takiego jak nieuczciwa dyskusja. Pojęcie uczciwości zawiera w sobie założenie, że mamy do czynienia z regułami, albo że sytuacja przypomina dylemat więźnia, to znaczy że jest możliwe, żeby jedna strona zyskała dużo, kosztem dużych strat u drugiej. Skoro Hoppke odrzuca pojęcie uczciwości, podejrzewam że w dyskusji odrzuca stosowalność reguł w ogóle. Jego przykłady (komplikowanie, męczenie przeciwnika, zmiana tematu i atak ad hominem) są ewidentnie wbrew regułom dyskusji, więc chyba o to mu chodziło.

Być może Hoppke nie mówi o tym, jaka dyskusja być powinna, tylko jakie dyskusje obserwujemy „w przyrodzie”. Punkty zdobywa się u publiczności, i skoro publiczność stwierdza, że osoba która przypuszcza atak ad hominem wygrywa, to po prostu przyjmujemy to do wiadomości. Samo podejście jest w porządku, możemy patrzeć na dyskusje, patrzeć w jaki sposób przebiegały i jaka była reakcja publiczności.

Tak samo możemy obserwować, jak działa na przykład rynek, jakie zachowania firm spotykają się ze sprzeciwem innych firm a które z aprobatą, oraz w jakich sytuacjach mamy takie rozbieżności środków/oczekiwań, że firmy odchodzą z rynku. Ale czy to oznacza, że nie ma czegoś takiego jak nieuczciwa transakcja?

Podobnie, można analizować jak ludzie zarządzają swoimi dobrami materialnymi. W niektórych sytuacjach przedmiot przechodzi od jednej osoby do drugiej i wszystko jest w porządku, a w innych nie. Jeżeli analizujemy, możemy powiedzieć że wystąpiła rozbieżność środków/oczekiwań, kiedy jedna osoba weszła do domu drugiej i wyniosła telewizor. Ale czy to znaczy, że nie ma czegoś takiego jak kradzież?

Komentarze

  • Grzegorz (2009-01-18 16:37:32):

    Widać, niektórzy przyswoili sobie najpopularniejsze chwyty erystyczne (według Schopenhauera).

  • Radek (2009-01-18 17:49:26):

    „Erystykę, czyli sztukę prowadzenia sporów” Shopenhauera radziłbym obu zainteresowanym panom przeczytać ;) I niech mi któryś powie, że np. sposób ostatni z tej książeczki jest uczciwy…

  • Automaciej (2009-01-18 19:31:24):

    Tę z ilustracjami Szymona Kobylińskiego? Znamy, znamy. Ja ją traktuję bardziej jako przewodnik po błędach logiczno- językowych, albo ewentualnie jak nie należy prowadzić sporów.

  • Radek (2009-01-18 19:33:21):

    ilustracji to nie pamiętam. A czemu to wg Ciebie przewodnik „jak nie prowadzić sporów”? To są drogi do wygranej w dyskusji…

  • Automaciej (2009-01-18 23:49:31):

    Tak, ale nie chodzi o to żebym to ja wygrał dyskusję, tylko żeby dyskusję wygrał ten kto ma rację, niezależnie od tego czy to jestem ja czy nie. W „Erystyce” Schopenhauera chodzi tylko o stworzenie wrażenia wygrania dyskusji, bez względu na rację czy logikę. To jest bardzo dobra książka, ale w przewrotny sposób; pokazuje te techniki po to, żebyśmy wiedzieli z czym możemy mieć do czynienia i jak je rozpoznać zawczasu.

    Tadeusz Kotarbiński w przedmowie napisał to bardzo ładnie: «Przedmiotem niniejszej rozprawki Schopenhauera są takie chwyty, których używają ci, co za wszelką cenę – awięc i za cenę prawdy i słuszności – chcą koniecznie „postawić na swoim”, zrobić tak, żeby było uznane, że oni maja rację. Dobrze jest uprzytomnić sobie różne możliwe fortele, aby wiedzieć na co można być narażonym w sporach z nierzetelnymi.»

    Właśnie dlatego używam tej książki jako przewodnika po tym, jak nie prowadzić dyskusji. Prawda i słuszność to za wysoka cena.

  • Radek (2009-01-19 06:45:08):

    W takim razie zwracam honor. Bardzo zacne podejście :)