Struktura Wszechświata i my

Pierwotnie miałem pisać o czymś zupełnie innym. Ale pojawiło się coś, o czym po prostu trudno mi nie nie napisać.

Rozmawiając z ludźmi na temat religii, a ostatnio zdarzało mi się to dość często, stawałem zawsze po stronie braku wiary, dyskutowałem, argumentowałem, najczęściej dość nieustępliwie. Podczas tych rozmów powoli zaczynałem sobie uświadamiać, że chyba jednak nie do końca wierzę w to, co mówię.

Ideologia ateizmu wydaje się prosta. Nie ma dowodów, nie ma Boga, koniec, kropka. Ale zastanówmy się przez chwilę. Popatrzmy na świat naokoło. Dlaczego właściwie tu jesteśmy? Dlaczego świat w ogóle istnieje? Czy mógł się wziąć z niczego? Nagle tak po prostu, wielkie bum pośrodku nicości? Samo z siebie? Niewyobrażalnie wielka masa materii, plazma o nieprawdopodobnie wysokiej temperaturze, która zapoczątkowała istnienie wszystkiego, pojawiła się tam ot, tak po prostu?

My, jako ludzie, istoty myślące, mamy pewne intuicje. Intuicje, które są często wyśmiewane, albo odrzucane, albo zamiatane pod dywan. Tak jakby były niestosowne, albo nieistotne, albo błędne, albo w ogóle nie powinniśmy ich mieć. Próbujemy się ich pozbywać. Ale one powracają! Może jednak nie powinniśmy ich dyskryminować? Chyba sam fakt, że je mamy, o czymś jednak świadczy, prawda?

Człowiek, który nie odlatuje w
kosmos.

Ale nawet jeżeli nie będziemy zwracać uwagę na intuicje, możemy po prostu patrzeć na dowody których dostarcza nam świat. Po pierwsze, że on w ogóle jest. Po drugie to, jaki jest. Weźmy chociaż bardzo prosty fakt, że jakoś trzymamy się powierzchni Ziemi i nie odlatujemy w kosmos. Teoria Newtona mówi, że każdy człowiek jest przyciągany w kierunku środka ciężkości Ziemi. Rzeczywistość jest jednak trochę bardziej skomplikowana. Wprowadzimy proste pojęcie:

Atom.

Atom

Przypatrzmy się bliżej, jak to naprawdę wygląda. Zarówno człowiek, jak i Ziemia, składają się z malusieńkich elementów, czyli atomów. Nie można już mówić o tym, że to „Ziemia przyciąga”, bo widzimy już tylko zbiór atomów. Można sobie to wyobrazić mniej więcej tak:

Jak naprawdę wygląda człowiek składający się z
atomów.

Rozmiary atomów nie są oczywiście w skali, ale przynajmniej widać zasadę. Teraz, przyciąganie pomiędzy człowiekiem i Ziemią to tak naprawdę przyciąganie pomiędzy atomami z których składa się człowiek i atomami, z których składa się Ziemia. Właściwie, to każdy atom Ziemi przyciąga każdy atom człowieka. (Nie byłem w stanie narysować wszystkich strzałek, bo nic już by się nie dało zobaczyć.)

Oddziaływania pomiędzy
atomami

Interesująca jest liczba atomów, która bierze udział w tym zjawisku. W ciele człowieka jest ich około 7 × 1027, natomiast na kuli ziemskiej jakieś 1.3×1050. Żeby policzyć ile oddziaływań naraz nam to daje, mnożymy te dwie liczby przez siebie:

Liczba oddziaływań

Liczba ta wynosi 9.1 × 1077, czyli jest to dziewiątka, za którą stoi siedemdziesiąt siedem zer: 910, 000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000. Jest to niewyobrażalnie duża liczba, a właśnie tyle oddziaływań naraz ma miejsce pomiędzy ciałem człowieka i Ziemią. Skąd każdy atom wie, na ile powinien być przyciągany? Skąd atom wie, gdzie są inne atomy i jaka powinna być siła z którą atomy będą próbowały się do siebie zbliżać? Sama wymiana tej informacji pomiędzy tyloma atomami naraz, każdy z każdym, wymagałaby nieprawdopodobnej przepustowości kanału informacyjnego, tak dużej, że cała przepustowość współczesnego Internetu razem wzięta nie pokryłaby nawet ułamka tego zapotrzebowania.

Idąc dalej, właściwie nie można wysnuć innego wniosku, jak ten, że to po prostu nie ma prawa działać. Jest to najzwyczajniej w świecie niemożliwe. Zorganizowanie prawidłowego działania tak wielu atomów naraz po prostu nie może się odbywać samo z siebie; wysiłek który jest potrzebny do tego żeby utrzymać cały ten system w kupie jest tak wielki, że to nie może się dziać tak po prostu. Musi istnieć coś więcej, jakaś wyższa siła, która trzyma to wszystko razem i nadaje temu sens.

Struktura Wszechświata na zawsze pozostanie tajemnicą.

Komentarze

  • hcz (2008-04-01 10:06:38):

    Uff… sprawdziłem datę.

  • mcv (2008-04-01 10:09:45):

    OMG, najpierw niemiecki Jogger, a teraz wywód o atomach. ;-)

  • error777 (2008-04-01 11:36:30):

    Jest proste wytłumaczenie… „Ja rzekłem: Jesteście bogami
    i wszyscy – synami Najwyższego”… cytat z Ps (82, 6) http://online.biblia.pl/rozdzial.php?id=915

  • hcz (2008-04-01 11:43:54):

    @error777: A konkretnie czego to jest wytłumaczenie…?

  • error777 (2008-04-01 11:47:42):

    @hcz: no poruszonej przez autora tajemnicy :-D… coś podobne jest w Zen „oko nie może zobaczyć siebie”…

  • zuo (2008-04-02 01:35:33):

    A już poza konwencja prima-aprilisową: pytania o praprzyczynę nie są wcale głupie. Jeżeli zakładamy, że wszystko ma swoją przyczynę – to zawsze dochodzimy do momentu, w którym to założenie okazuje się co najmniej wątpliwe: albo bowiem musimy przyjąć istnienie praprzyczyny, a więc czegoś (pierwotny Błysk?) lub kogoś (Bóg?), co żadnej przyczyny nie ma – albo też dopuścić znowuż sprawiającą szereg problemów koncepcję „zapętlenia” (przyczyna będąca pośrednio swoim skutkiem? ale skąd ona? :]) lub też jakiegoś „asymptotycznego rozmycia czy też rozrzedzenia” (i znowu – co do materii i czasoprzestrzeni, to jeszcze jakoś to się da zastosować, ale co z logiką, w której imadle trzymamy całe te nasze rozważania? skąd ona? a może to logika jest Bogiem? :)

  • error777 (2008-04-02 07:42:27):

    zuo: a może prawa logiki nie są „jednorodne” – nie ma uniwersalnej logiki a zależy ona od wyboru np. skali… tak jak inne prawa obowiązują w dziedzinie kosmologii a inne w dziedzinie kwantów :-)

  • hcz (2008-04-02 10:32:00):

    @error777: Długo rozmyślałem nad podanymi przez Ciebie cytatami… i już wiem: niewierzący to śmierdzące lenie lub półgłówki, których przerastają wyzwania intelektualne stawiane przez wiarę.

  • error777 (2008-04-02 10:51:45):

    hcz: chyba jednak niedługo :)… wiara to podstawowy tryb pracy człowieka :) Człowiek najpierw obserwował ptaki, potem bracia Wright robili eksperymenty z lataniem, a na końcu powstała teoria aerodynamiki. Wiara to działanie bez wiedzy… a wiedza to poukładana w przepisy i wzory poprzednia wiara… tak aby ją można powtórzyć (a korzstamy z tego wszyscy). Korzystasz z GSMa, Internetu… możesz też zacząć używać tzw. „świętych pism”… tylko w jakim celu?

  • hcz (2008-04-02 14:35:37):

    @error777:
    „wiedza to poukładana w przepisy i wzory poprzednia wiara…”

    Sugerujesz zatem że teologia zmieni kiedyś status z nauki humanistycznej na przyrodniczą…?

  • error777 (2008-04-03 07:27:16):

    @hcz: obserwując obecny trend do unifikacji w fizyce…może powstanie połączenie fizyki i mistyki. Tak jak fizyka opisuje zachowanie czegoś co nazwano „elektronem” (to jest tylko OPIS zachowania… nic więcej)… moim zdaniem tzw. „święte pisma” podają opis zachowania czegoś co nazywamy „człowiekiem”. Poprzednie zdania to duży skrót myślowy ale oddają główną ideę. Tak jak ostatnie 150 lat prąd elektryczny (czyli powszechne zastosotwanie elektronu) wprowadził nową jakość w „materialnym” życiu… tak samo powszechne zastosowanie „świętych prawd” może zmienić jakość „duchową” życie. Używając przenośni powiem że obecne kościoły to jak bomba atomowa… niewłaściwy użytek z odkrywanej wiedzy.

  • Marek (2008-04-03 12:39:31):

    Cały wywód mi się podoba, z wyjątkiem końcowych wniosków. Zwłaszcza ostatnie zdanie zupełnie nie pasuje do reszty.

    Tak popularne błędy logiczne, jak to, że jeśli czegoś nie wiem, to znaczy, że tego nie można wiedzieć, nikt tego nie wie i nigdy nie będzie wiedział, nie przystają do pięknego racjonalizmu reszty wywodu, niezależnie od jego primaaprilisowości.

    Pozdrawiam :-)