Przytul mnie

W ostatni weekend w Dun Laoghaire odbywał się festiwal kultur świata. W ramach poznawania tych kultur, zjadłem libańskiego naleśnika z falafelem, popiłem brazylijskim koktajlem i potańczyłem salsę na koncercie zespołu grającego muzykę z Kongo (notabene, bardzo dobry gitarzysta).

Pod koniec przeżyłem coś zupełnie niespodziewanego. Moje oko pochwyciła jakaś przytulająca się para, dookoła której był zebrany tłumek ludzi. Zaintrygowany, podszedłem bliżej. Na kawałku materiału rozłożonym na chodniku stał bosy, ubrany na biało mężczyzna.

Podchodziły do niego różne osoby i… przytulały się do niego. Mężczyzna był skupiony i wczuwał się w każde przytulenie.

Przez chwilę obserwowałem go, zafascynowany. A potem podszedłem do niego.

To nie było takie niby-przytulenie, gdzie jedyny punkt styku to ramiona. To było prawdziwe przytulenie, w którym przywiera się do drugiej osoby, przyciska się, czuje się jej ciepło i…

„Serce ci strasznie mocno bije!”
„Tak.”

Tętno skoczyło mi prawie jak na WKU podczas mierzenia ciśnienia. Potem natychmiast wysłali mnie na badanie dna oka. Swoją drogą, jak mi zaglądali przez źrenicę do środka, uświadomiłem sobie, że oko jest intymną częścią ciała. W każdym razie dno oka miałem w porządku, a skok ciśnienia był z przejęcia.