Niby podobne, ale brzmiące inaczej

Bawię się ostatnio tłumaczeniem na polski; wcale nie jest łatwe. Można szybko uzyskać jakiś tekst z grubsza zrozumiały dla Polaków, ale najczęściej nie ma on nic wspólnego z gładką polszczyzną.

„You cannot fix a machine by just power-cycling it with no understanding of what is going wrong.”

W polskim nie ma wyrażenia „power-cycling”; nie ma czasownika od „cykl”, więc pozostaje „obracać”, „kręcić” i może jeszcze coś, ale żadne z tych nie pasuje, więc trzeba to wyrażenie przetłumaczyć opisowo, albo w ogóle inaczej.

Miałem na przykład takie wersje:

„Nie da się naprawić maszyny przez włączanie i wyłączanie bez rozumienia co jest źle.”

albo:

„Nie można naprawiać maszyny włączając ją i wyłączając, nie rozumiejąc w czym tkwi problem.”

Zdania niby podobne, ale brzmiące jednak trochę inaczej.

Przykład ten pochodzi z folkloru lispowego. Całość tekstu wygląda tak:

A novice was trying to fix a broken lisp machine by turning the power off and on. Knight, seeing what the student was doing spoke sternly, “You cannot fix a machine by just power-cycling it with no understanding of what is going wrong.” Knight turned the machine off and on. The machine worked.

Tłumaczenie 1:

Nowicjusz próbował naprawić zepsutą maszynę lispową poprzez włączanie i wyłączanie zasilania. Knight, widząc co robił student, powiedział surowo: „Nie można naprawiać maszyny przez wyłączanie i wyłączanie, nie rozumiejąc w czym tkwi problem.” Knight wyłączył i włączył maszynę z powrotem. Maszyna zadziałała.

Tłumaczenie 2:

Nowicjusz usiłował naprawić zepsutą maszynę lispową wyłączając ją i na powrót włączając. Knight, widząc co robi student, powiedział srogo: „Nie można naprawiać maszyny, pstrykając wyłącznikiem bez zrozumienia co jest źle.” Następnie wyłączył maszynę i włączył ją z powrotem. Maszyna ruszyła.

Teksty niby podobne, ale brzmiące jednak trochę inaczej. Nie myślcie że próbuję was wpuścić w maliny, że pomiędzy nimi jest niby jakaś diametralna różnica i jeden jest gorszy z drugi lepszy. Po tym jak przetłumaczyłem każde zdanie na kilka sposobów, sam już nie wiem co lepsze. Podobnie miałem z komponowaniem muzyki. Potrafiłem spędzić pół dnia nad fragmentem melodii, uzyskać kilka jej wersji i nie mieć pojęcia która jest najlepsza. Gorzej; często traciłem wyczucie jakichkolwiek różnic pomiędzy nimi. Wtedy jedyną rzeczą jaką mogłem zrobić to zostawić problem na kilka godzin, albo najlepiej do następnego dnia.

Siadłszy rano do utworu nagle zaczynałem słyszeć różnicę: przecież druga wersja jest najlepsza, jak mogłem tego nie słyszeć? A jednak mogłem, bo przecież nie słyszałem.

Próbowaliście kiedyś powtarzać jakieś słowo tak długo aż straci sens? To proste, bierzemy np. „marchewka” i powtarzamy: marchewka, marchewka, marchewka, marchewka, marchewka, marchewka… Po jakimś czasie słowo zacznie brzmieć inaczej, jakoś śmiesznie, dziwnie, bez sensu, zupełnie idiotycznie.

Założę się że ten sam problem dotyczy wszelkiego rodzaju artystów: malarzy, aktorów, pisarzy, muzyków… Nasz system oceny i porównywania nie jest przystosowany do tego żeby oglądać i oceniać jedną rzecz więcej niż kilka razy. Kiedy próbujemy długo pracować nad jedną rzeczą, rzucamy zbyt wiele na nasz biedny intuicyjny system oceny, który w końcu odmawia posłuszeństwa.

Czy aby nie właśnie w ten sposób powstała tzw. „muzyka współczesna”? Muzyka, której nie słucha nikt poza snobami i ludźmi którzy ją komponują? Być może kompozytorzy są już do obrzydzenia osłuchani z kwartetem smyczkowym, tak że brzmi on dla nich nie lepiej niż pobrzękiwanie śrubek wrzuconych do fortepianu albo dmuchanie w trąbkę z drugiej strony. W pewnym sensie, artyści są upośledzeni w dokładnie tym, czym się zajmują, lub ująwszy to inaczej, ich gust wyewoluował tak daleko od gustów spotykanych „w naturze”, że stracił z nimi jakikolwiek związek.

Zarzucicie mi, że myśląc w ten sposób musiałbym dojść do wniosku że najlepiej oceniać będzie ignorant. Wiemy, że tak nie jest, ze względu na wyrabianie gustu. Nie jesteśmy od razu w stanie odróżnić dobrego sera (choć śmierdzi) od kiepskiego (choć nie śmierdzi). To że ktoś jest w danej dziedzinie niewyedukowany, wcale nie znaczy że będzie potrafił dobrze oceniać. Możemy być wręcz pewni, że nie, bo po prostu nie będzie wiedział na co patrzeć.

Nasz umysł i gust są trochę jak wybredni smakosze. Musimy dbać o ich dietę, żeby miała odpowiednio dużo składników odżywczych, była zróżnicowana pod względem składu i smaku, no i oczywiście, żeby była dobrej jakości.

Szczególny nacisk położyłbym na zróżnicowanie smaków. Dzięki niemu będziemy w stanie dobrze oceniać własne tłumaczenia, melodie i obrazy.

Komentarze

  • Joanna (Typoagrafka) (2007-07-05 11:26:36):

    Masz rację, to faktycznie jakoś tak działa, że jak za długo pracujesz na jakąś rzeczą, następuje „zmęczenie materiału” i albo błędnie zachwycasz się wszystkim, co zrobiłeś, albo nic Ci się już nie podoba :S
    Ale następnego dnia już umysł jest świeży i można spojrzeć inaczej.
    Niestety i to czasem nie wystarcza, jak pracujesz nad czymś od dłuższego czasu, np. od kilku tygodni czy miesięcy.

    Ciekawe jak inni to robią. Tzn. jak pokonują ten brak możliwości oceny.

  • przemek (2007-07-05 11:31:59):

    > W polskim nie ma wyrażenia „power- cycling”;

    W angielskim chyba także nie, ale ponieważ jest bardzo plastyczny to można stworzyć neologizm (?) i to się trzyma kupy.

  • D4rky (2007-07-05 14:03:52):

    power-cycling – przełączanie zasilania? pstrykanie wyłącznikiem?
    Fakt, ciężki orzech do zgryzienia ;)

  • G (2007-07-05 14:08:06):

    hmm, a dlaczego nie:
    a) Nie można naprawić maszyny, rebootując/restartując ją w kółko ..
    b) Nie można napirawić maszyny, włączając i wyłączając ją w kółko ..