Steve Yegge: Bloguj

Poniższy tekst jest tłumaczeniem wpisu Stevey Yegge, p.t. „You should write blogs”.

Duża część angielskiego tekstu jest pisana w drugiej osobie, co w języku polskim prowadzi do trudności, bo jak pisać „zajęty”, kiedy czytelnikiem może być kobieta? Spróbowałem różnych rzeczy i na razie zdecydowałem się na pisanie w trybie męskim. Sugestie mile widziane!

Od 10 maja 2004 piszę blog w Amazon.com. W tym czasie zupełnie niechcący rozwinąłem swój własny styl blogowania i nauczyłem się jednej czy dwóch rzeczy o pisaniu blogów. Pomyślałem że przekażę kilka myśli w nadziei że będą dla kogoś użyteczne.

Dlaczego Blogować?

Jest to z pewnością najważniejsza rzecz, którą powiem w swoich blogach: Bloguj.

Nawet jeżeli nikt nie będzie tego czytał, pisz. Zdałem sobie sprawę, że blogowanie to źródło innowacji i klarowności. Wiele z moich najlepszych pomysłów powstało w trakcie blogowania. Praca nad wyrażeniem swoich myśli czy odczuć pomaga w lepszym ich zrozumieniu.

Zauważyłem, że ludzie w Amazon.com mają dużo ważnych rzeczy do powiedzenia, ale te rzeczy są rzadko zauważane. Jeżeli przygotujesz prezentację na szybko, wyślesz przemyślanego e-maila na grupę dyskusyjną, owszem, wywrzesz jakiś wpływ, ale będzie to niewiele w porównaniu z wpływem jaki możesz wywrzeć poprzez blogowanie.

Dużo rozmawiałem z ludźmi którzy odnoszą się z rezerwą do pisania blogów. Każdy podaje mniej więcej te same powody: są zbyt zajęci, albo boją się wystawiania czegoś „na stały widok publiczny”, albo myślą że nikt ich nie będzie czytał, albo myślą że blogowanie to narcyzm. Albo obawiają się, że nie będą mieli niczego do powiedzenia, albo, że nie powiedzą tego porządnie.

Chciałem więc tu jasno powiedzieć, że żaden z tych powodów nie powinien cię powstrzymywać od pisania blogów. Opiszę każdy z nich po kolei.

Powód #1: Jestem zajęty.

No tak. Wszyscy jesteśmy zbyt zajęci żeby robić rzeczy których nie chcemy robić. Jednak już teraz pisanie jest pewną częścią twojej pracy. Po pierwsze piszesz dużo e-maili. Czasami piszesz też dokumentację ― może nie za często, ale nawet jeżeli tworzysz dokument raz czy dwa razy do roku, wciąż jest to coś co może być ludziom przydatne. Możesz też robić notatki dla siebie, kiedy coś analizujesz.

Zauważ jednak, że dzięki blogowaniu możesz oszczędzić sobie pracy. Wiele osób odkryło, że jest tak w przypadku stron typu Wiki: zamiast w kółko tłumaczyć tę samą rzecz, raz wrzucasz jej objaśnienie na Wiki, i gotowe. Od teraz po prostu odsyłasz ludzi do swojego opisu.

Wiki nie jest jednak odpowiednim medium dla rzeczy które pasują do blogów. Blogi są bardziej spontaniczne, bardziej poszukujące, a ludzie mają wobec nich inne oczekiwania. Nie żeby Wiki nie było świetnym pomysłem, bo jest, i z pewnością jest jakaś część wspólna tych dwóch mediów, ponieważ blogi i wiki są (dzisiaj) podstawowymi mechanizmami stałej komunikacji, dzięki temu że stawiają bardzo mały opór, kiedy chcemy coś na nich opublikować. Jako że mamy tylko te dwa modele publikowania, obydwa będą zapewne nieco naciągane kiedy ludzie będą próbowali używać ich z N rodzajami komunikacji. Ale dla niektórych rzeczy które piszesz, blog będzie bez wątpienia najwłaściwszym medium.

Część tego co piszesz w ramach typowego dnia pracy będzie interesujące i użyteczne dla innych. Wystarczy mieć na oku to co piszesz na co dzień, i wykrywać teksty warte publikacji. Wtedy argument p.t. „jestem zajęty” wyparowuje, bo to nie jest specjalny wysiłek, żeby wrzucić jakiś dokument czy e-mail, czy cokolwiek, na swój blog. I to może być na jakikolwiek temat. Myślę że ludzie zdają sobie sprawę z tego że blog jest czymś w rodzaju pamiętnika, i że wszyscy jesteśmy zajęci robiąc różne inne rzeczy przez większość czasu. Ludzie nie będą oczekiwać jakiegoś stałego, określonego standardu; nie będą wymagać, aby każdy wpis był interesujący czy użyteczny. Nikt też nie nalega żeby blogować regularnie ― blogi nie są ruchami robaczkowymi jelit, chociaż niektóre z moich wpisów są do nich dość podobne. Ale ludzie generalnie mają tendencję do wybaczania.

„Zbyt zajęty” nie kończy dyskusji. Nie jesteś aż tak zajęty żeby nie wrzucić choć jednej rzeczy na bloga rocznie, a i to jest lepsze niż nic. Nie ma też prawa które by mówiło że musisz kontynuować raz rozpoczęte blogowanie.

Powód #2: Boję się publikować to co naprawdę myślę.

Wiem, ja też. Mój blog jest zdecydowanie okrojoną wersją.

Wiem co czujesz, choć dla niewprawnego oka mogłoby wyglądać to jakbym wypijał kilka głębszych, pozbywał się oporów i obnażał swoją duszę przed całym światem. Mogłoby to wyglądać tak nawet dla wprawnego oka. No dobra, OK, właśnie tak robię.

Ale ty nie musisz pisać swoich opinii na blogu. Możesz utrzymywać ostrożną neutralność, nie decydując się na zajęcie żadnego stanowiska wychodzącego poza niezaangażowaną obiektywność, sytuując się w pozycji osoby o szerokich horyzontach, lecz na uboczu. Oczywiście, twój blog będzie wtedy kompletnie obsysał, ale wiesz, w porządku, to jest twoja sprawa.

Jeżeli chcesz żeby ludzie go czytali, bądź sobą. Jeżeli uważasz się za ważnego ewangelistę technologicznych osiągnięć na swoim polu, możesz pisać prasówkę. I jeżeli uważasz się za eksperta w swojej dziedzinie i chcesz pisać instrukcje obsługi, jak najbardziej, rób to.

Ale nie wydaje mi się, żeby to było to czego chcą ludzie. Ludzie chcą tego co chcesz ty, i twój prawdziwy głos jest tym, który usłyszą najwyraźniej. Nie każdy będzie myślał tak jak ty, ale zapewniam cię że niektórzy naprawdę myślą tak jak ty, i będą interesowali się tym, o czym tobie najbardziej chce się pisać.

To jest podstawowa rzecz w blogowaniu: nie jesteś w stanie zadowolić każdego i nie uda ci się to choćby nie wiem co, więc lepiej skup się na tym żeby samemu być zadowolonym. Reszta przyjdzie sama. Niektóre osoby odwiedzą twój blog, odrzuci ich, albo znudzi, i nigdy nie wrócą. Niektórzy nie będą się z tobą zgadzać, ale będą czytać to co piszesz, ze swoistą fascynacją, tak jakbyś chodził po rozchwianej linie. Jesteś dla nich czymś w rodzaju zaklinacza węży, przynajmniej dopóty dopóki nie spadniesz z liny. A niektórzy będą po prostu uwielbiać to co piszesz, nawet jeżeli nigdy ci tego nie powiedzą. Kiedy powiedzą, to bardzo miłe uczucie. To znaczy, o ile nie są to groupies, ale o tym później.

Kurt Vonnegut Jr., jeden z moich ulubionych autorów, mówi, że aby dobrze pisać, powinieneś wybrać jedną osobę i pisać tylko dla niej. Zapomnij na moment o tym że będą to czytać inni ludzie i pisz tak jakbyś mówił do tej jednej osoby. To mi wygląda na dobrą poradę.

Stephen King też ma jedną niezłą: bądź szczery. Jego definicja szczerości jest subtelna i w pewnym sensie potrzeba mu całej książki O Pisaniu żeby ją zdefiniować. To jest zabawna i głęboka książka i polecam ją gorąco, nawet jeżeli nie jesteś jego fanem. Jego „szczerość” jest najbliższym słowem opisującym to, na co słowa nie mamy, więc jest trudno zawrzeć to w jednej czy dwóch linijkach. Jeżeli miałbym to sparafrazować, powiedziałbym że musisz najpierw oduczyć się wszystkiego czego nauczyłeś się w szkole o pisaniu, a potem po prostu pisać prosto z głębi serca.

Potem, oczywiście, musisz wrócić i sprawdzić swoje dzieło zanim je opublikujesz. Twoje serce może czasami emitować wyrażenia mogące stanowić podstawę akcji prawnej oraz nie zawsze cechuje się właściwym osądem ani zdrowym rozsądkiem. Musisz przestrzegać firmowych wytycznych dotyczących pisania blogów. Są one absolutnym minimum i musisz ich przestrzegać.

Ale dobry osąd sięga głębiej niż te wytyczne. Musisz przejawiać empatię w stosunku do swoich czytelników. Łatwo jest zapomnieć że jesteśmy tylko ludźmi, niezależnie od tego co robimy w pracy, oraz że można łatwo urazić czyjeś uczucia. To nie jest coś o czym masz pamiętać; musisz to rozumieć na najbardziej głębokim poziomie. Prawdziwa empatia sprawi że będziesz lepiej zarządzać, lepiej funkcjonować w zespole, a nawet być może będziesz w ogóle lepszą osobą.

Jest też dobrze zdać sobie sprawę z tego, że Twoje pisanie jest bardziej nośne jeżeli powstrzymasz się od zrzędzenia i wrzeszczenia. To jest coś nad czym sam muszę szczególnie popracować.

Co do trwałości blogów, cóż, zawsze możesz usunąć wpis, albo zmienić jego status na „szkic”, jeżeli coś ci się w nim później nie spodoba. Możesz nawet usunąć cały blog jeżeli nagle zmienisz danie. W czasie dążącym do nieskończoności, wszyscy o nim zapomną, niemal tak jakbyś całkowicie cofnął operację napisania go.

Koniec końców, twoje opinie są tym, co nadaje smak twojemu pisaniu. Ludzie będą szanować cię za dobrze rozważone opinie, nawet jeżeli nie będą się z nimi zgadzać.

Powód #3: Nikt nie będzie czytać mojego bloga.

To akurat prawda. Paradoksalnie, właśnie dlatego blogi są efektywne.

Jakieś, yyy, może 3 lata temu, daleko przed tym jak zaczęliśmy mieć wewnętrzne blogi firmowe, Jacob Gabrielson napisał i rozprowadzał wspaniały esej zatytułowany Zero Config. Przynajmniej teraz tak jest nazywany. Właściwy tytuł jest dłuższy, ale sławne eseje zazwyczaj są skracane, jak Powstanie „Gorsze Jest Lepsze” stało się znane jako esej „Gorsze jest lepsze”.

Esej Jacoba w jasny sposób wyrażał ostry ból który odczuwaliśmy, ale którego nikt nie podniósł do rangi Bólu Pierwszej Klasy. To znaczy, konfiguracja była dużym problemem, ale problem ten nigdy nie wszedł na niczyj radar jako oficjalny problem na rozwiązanie którego powinniśmy przeznaczyć firmowe zasoby.

Jasne że każdy jęczał i mędził na ten temat, ale jęczymy i mędzimy na temat wszystkiego, więc nie był to problem dostrzegalny w całym tym hałasie.

Publikacja Jakuba była wspaniała na wielu poziomach. Był on w stanie rozpoznać konfigurację jako problem pierwszej klasy, wart publikacji ― i było to wtedy kiedy nie było jeszcze właściwie precedensu w pisaniu i publikowaniu wewnątrz Amazon. Wyraził swoją myśl w zabawny i niezapomniany sposób, pisząc dobrym stylem i intelektualną siłą. Następnie opisał długoterminową wizję naprawienia problemu. Jego celem nie było rozwiązanie problemu, tylko podniesienie ogólnej świadomości problemu. To było małe arcydzieło.

I nikt go nie czytał.

Przeczytałem je, choć nie od razu; o ile pamiętam, minęło parę dni zanim na nie trafiłem. Ale było to stosunkowo szybko po tym jak Jacob zaczął je rozprowadzać. Kiedy wreszcie je przeczytałem, byłem podekscytowany i uważałem że wszyscy powinni natychmiast zrobić to samo. Zacząłem pytać wszystkich naokoło i okazało się że tylko niektórzy z tych, co otrzymali esej, faktycznie go przeczytali. Poczułem jak schodzi ze mnie powietrze: firma nie dostrzegała ważnego punktu widzenia, takiego, który mógł pokierować nas w kierunku szybszego i lepszego programowania, większej stabilności i mniejszego bólu. Jestem pewien że Jacob czuł się wydymany po tym jak zmarnował ten cały czas na napisanie tego eseju.

Nie myślałem potem o eseju zbyt wiele, chociaż na pewno zacząłem wcielać w życie jego podstawowe idee, które od czasu do czasu pomagały mi kierować pracą moich zespołów. Przeszło jakieś osiem miesięcy, i stała się niesamowita rzecz: nagle wszyscy zastępcy dyrektorów zaczęli rozmawiać o „problemie z konfiguracją”. Cytowali publikację Jacoba i ze sposobu w jakim o nim mówili było wyraźnie widać że uważali to za znany nie od dziś, dobrze określony problem: innymi słowy, osiem miesięcy dzieliło stosunkowo mało znaną sprawę od tej która stała się obecna i dobrze znana w naszej korporacyjnej świadomości.

Nie stało się to z dnia na dzień, a gdzież by. Zacząłem słyszeć odniesienia do tego eseju jakieś 4 miesiące po publikacji, i częstotliwość ta powoli szła w górę, aż problem konfiguracji w końcu pojawił się na różnych strategicznych agendach, prawie rok po tym jak Jacob go opisał.

Byłem wtedy zaskoczony że zabrało to tak dużo czasu, ale teraz to rozumiem. Ludzie przeczytają coś tak mięsistego jak esej tylko wtedy kiedy jest na to dobry moment. A dobry moment nie nastąpi u wszystkich jednocześnie.

Jak wszystko inne, podanie z ust do ust przybliża ludziom eseje. Tylko kilka osób przeczyta go na początku: przyjaciele i kilka osób które akurat na niego trafią i pomyślą że wygląda interesująco. Jeżeli nie zainteresują się esejem, po prostu zapomną o nim i pójdą dalej. Nic wielkiego.

Ale jeżeli twój esej trafi we właściwą nutę u właściwych osób, w końcu osiągnie on masę krytyczną i wywrze wpływ na organizację. Nie musi to być duża zmiana, ale pomyśl: przedstawić swój pomysł tysiącowi osób, w taki sposób że wszyscy go zapamiętają i mniej więcej się z nim zgodzą ― to nie jest prosta sprawa. Nie osiągniesz tego jednym e-mailem, chyba że jest on bardzo kontrowersyjny, a wtedy tylko staniesz się niesławny. Nie zrobisz tego też na jednym publicznym wystąpieniu: tylko ci którzy są w pomieszczeniu mają szansę cokolwiek zapamiętać. Próba zrobienia tego w formie rozmów w korytarzu też nie skaluje się zbyt dobrze.

Artykuł „Zero Config” Jacoba pokazał że eseje są najlepszą metodą przekonywania na dużą skalę, być może jedyną metodą, ale nawet wtedy często zabiera to miesiące aby przekaz mógł przejść przez masową osmozę.

Więc twój strach jest całkowicie uzasadniony: praktycznie nikt nie będzie czytał twojego bloga. Chyba że jest dobry. Nawet wtedy, zabierze dużo czasu zanim masa ludzi go przeczyta. Ale nie martw się. Jeżeli zrobisz ten wysiłek i napiszesz go szczerze, ludzie w końcu tam trafią.

Nawet nie musisz się reklamować. Autopromocja jest całkowicie bezużyteczna. Właściwie to rozkazuję ci zaprzestać czytania mojego bloga. To rozkaz. Przestań. Teraz. Idź. A kysz. Nic tu nie ma. To nie są droidy których szukasz. Proszę się rozejść.

Widzisz? Szkoda wysiłku. Nigdy nie reklamowałem swojego bloga i do dzisiaj nie mam pojęcia, jakim cudem ludzie się o nim dowiedzieli, ani dlaczego w ogóle go czytają. Z pewnością nie robiłem żadnego wysiłku żeby ich zadowalać. Mój blog nie jest „o” czymkolwiek, i chociaż jest kilka powtarzających się tematów, nie próbowałem trzymać się żadnego. I jestem strasznie niespójny w swoim tonie, częstotliwości pisania, jego jakości i tak dalej. Ale tak naprawdę piszę dla samej frajdy, i nawet jeżeli nikt mnie nie będzie czytał, będę zadowolony z tego że piszę.

Więc nie przejmuj się tym czy ktoś to będzie czytać. Pisz i tyle!

(Przy okazji, Jacob prawdopodobnie będzie nalegał żebym wspomniał o dwóch innych osobach, które pomogły mu napisać esej. Mike Yegge wymarzył sobie i urzeczywistnił wizję inżynierów publikujących w Intranecie i popychał Jacoba do skończenia eseju i opublikowania. I Todd Stumpf, o ile pamiętam, recenzował go. Todd jest kimś kto lubi trzymać się z daleka od reflektorów, ale jego techniczny wpływ jest mocno odczuwalny w całej firmie, jak twierdzą ci którzy z nim pracowali.)

Powód #4: Blogowanie to narcyzm.

Tia. To na pewno uzasadniona obawa, która mnie często dręczy. Miałem na ten temat długą rozmowę z Sunny G., przy piwach na wyprawie rekrutacyjnej. To on właśnie rozjaśnił problem nazywając go narcyzmem ― w tym czasie nie znosiłem całego tego pomysłu z blogami i blogerami, ale nie potrafiłem powiedzieć, dlaczego. Sunny podsumował całe moje złożone odczucia jednym słowem ― całkiem bystre to było z jego strony, jeżeli chcesz wiedzieć.

Nie lubię ludzi którzy stawiają się na piedestałach i nie cierpię groupies. Większość naprawdę bystrych ludzi których znam, stąpa twardo po ziemi i nie pretenduje ani nie roi sobie wielkości, nawet jeżeli stają się znani dzięki swojej pracy. Wciąż myślą o sobie jako o ludziach którzy parają się z naprawdę trudnymi problemami.

Miałem szczęście zostać zaproszonym na kolację na Konferencji Deweloperów Amazon kilka dni temu. Pomogło mi to że organizator imprezy jest moim sąsiadem w biurze. Byliśmy w prywatnym pokoju w Earth and Ocean w hotelu „W” ― gigantyczny pokój napakowany wielkimi umysłami. Larry Tesler zauważył później że dobrze się stało że żadna bomba nie wybuchła w tamtym pokoju, bo było tam naprawdę duuużo IQ napakowanego w jedno miejsce.

Przed kolacją wszyscy stali i rozmawiali w małych grupach. Największe umysły odwiedzające tego typu imprezy tworzą coś w rodzaju grawitacji, która tworzy mniejsze satelitarne systemy, więc było jedno kółko osób naokoło Jamesa Goslinga, kolejne krążące wokół Joela Spolsky’ego i tak dalej. Nie dałem rady wcisnąć się blisko żadnego z tych skupisk, więc dryfowałem razem z innymi swobodnymi asteroidami i w końcu nawinąłem się jednemu całkiem bystremu facetowi imieniem Duncan. Jakoś tak się złożyło że „zaskoczyliśmy” ― okazało się, że obydwaj myśleliśmy o wielu tych samych sprawach i odbyliśmy interesującą pogawędkę.

Podczas kolacji siedziałem obok Duncana i Bonnie Sheehan z O’Reilly i graliśmy w grę polegającą na zgadnięciu, kto jest najinteligentniejszą osobą w pokoju. To była właściwie zabawna historia sama w sobie; wiele osób przechodziło i pytaliśmy je o opinie. Wystarczy powiedzieć że Larry Tesler wygrał z miażdżącą przewagą.

W każdym razie, Duncan opowiadał mi o konwencie ― tajemnej imprezie tylko na zaproszenia, gdzie wielkie umysły spotykały się aby dyskutować o kto-tam-ich-wie-czym. Nie dowiedziałem się zbyt wielu szczegółów i nie jestem pewien czy mogę podzielić się tymi które usłyszałem, poza tym że brzmiało to klawo i wiele wielkich głów z Amazon bywa tam regularnie.

Duncan (jego pełne nazwisko to James Duncan Davidson) mówił że na tym konwencie, wszyscy są tak skromni, że czasami jest tam coś w rodzaju ad-hoc zawodów w zniżaniu się. Ktoś sławny powie że jest pod ogromnym wrażeniem że tam jest, ponieważ jest najgłupszą osobą w sali, a ktoś obok powie że wcale nie, to ja jestem najgłupszą osobą w sali, naprawdę, proszę mi wierzyć, jestem tu najgłupszy. Od razu wszyscy chcą być najgłupsi i współzawodniczą przeciwko swoim wspaniałym kolegom w powiedzeniu w najbardziej elokwentny sposób że są tam najgłupsi. To taki rodzaj paradoksalnego współzawodnictwa który mogą lubić chyba tylko świry.

Było mnóstwo krzyżowego ognia na tej kolacji, więc nie wiem czy w końcu dali coś w rodzaju formalnej nagrody dla osoby która wygrała zawody „Jestem tu najgłupszy”. Nie wiedziałbym czy się cieszyć czy smucić z wygranej. Wydaje mi się że to są zawody które kończą się zanim ktokolwiek zacznie usiłować wygrać je za wszelką cenę.

Duncan twierdził że najinteligentniejsi ludzie wcale nie czują sie bardzo inteligentni i że ci najfajniejsi zostawiają swoje ego za drzwiami.

Jeżeli tak jak ja, czujesz że blogerzy ryzykują wychodzenie na narcyzów, to nie oznacza że masz nie pisać! Po prostu rób to porządnie i nie bądź narcyzem.

Moje własne blogowanie

Okazuje się, że piszę o wiele więcej niż publikuję.

Ludzie czasami wyrażają podziw że piszą tak wiele („tak wiele bzdetów”, czytam między wierszami). Tak naprawdę nie spędzam wiele czasu pisząc blogi: trzy godziny tygodniowo, być może. Nie ręczę za jakość, ale ilością na pewno mogę się pochwalić. Przypisuję tę blogową elokwencję mojej biegłości w Emacsie. To jest coś co musisz zobaczyć żeby uwierzyć. Emacs w stosunku do Eclipse jest jak miecz świetlny w stosunku do miotacza ― ale miotacz jest łatwiejszy do wzięcia i użycia. Mam nadzieję napisać o tym w przyszłości.

Nie publikuję większości moich blogów z różnych powodów, którymi chciałbym się z tobą podzielić, ponieważ jeżeli kiedykolwiek zaczniesz blogować bardziej na poważnie, jestem pewien że trafisz na te same problemy.

Po pierwsze, blogowanie jest trochę dziwaczne w tym że potencjalnie piszesz dla różnych odbiorców. To naprawdę potrafi związać ręce. Miałem ludzi z HR i innych nieinformatycznych wydziałów którzy przychodzili i mówili że czytają moje blogi, a mówię wam że wolałbym żeby tego nie robili. Im więcej ludzie mówią że czytają twoje blogi, tym bardziej będziesz się starać im wszystkim dogodzić, i zupełnie oszalejesz jeżeli naprawdę będziesz próbował to zrobić, bo to jest niemożliwe.

Blogowanie jest też dziwaczne, bo najlepsze rzeczy do opisywania to te które już znasz od dawna, albo właśnie rozpracowałeś. Zdziwisz się bardzo jak dowiesz się jak wiele rzeczy, które zakładasz jako „wiedzę ogólną”, jest tak naprawdę zupełnie nowych dla innych, bystrych skądinąd, ludzi. Na tym świecie jest po prostu za dużo wiedzy i wszyscy się cały czas uczymy. (Mam nadzieję.)

Często jestem zniechęcany bo czuję że piszę o rzeczach które były już dokładnie omawiane przez innych. Staram się pamiętać o tym, że jest coś takiego jak „właściwy moment” żeby się czegoś nauczyć, i jest on inny dla każdej osoby. Na przykład, wiele uniwersytetów uczy studentów języka Scheme, w czymś w rodzaju zdesperowanej nadziei że studenci zrozumieją dlaczego się go uczą. Większość z nich nie rozumie, a ja nie byłem wyjątkiem. Musiałem spędzić prawie dwie dekady pisząc ponad milion linii kodu produkcyjnego w dwudziestu przedziwnych językach programowania, zanim to w końcu zrozumiałem. Po prostu nie był to jeszcze mój właściwy moment. Teraz rozumienie Scheme i jego kuzynów jest moją osobistą misją, ale nie spodziewałbym się żeby mogło tak być dla każdego.

To nie oznacza że nie interesuje mnie nic na jego temat. Niezależnie od tego, gdzie jesteś na swojej ścieżce edukacji, niektórzy ludzie będą chcieli poczytać o twoich zmaganiach.

To jest ważna rzecz o której należy pamiętać kiedy się bloguje. Każda osoba wśród widowni ma inny zegar i każda z tych osób jest przed tobą w pewnych względach i za tobą w innych. Sens blogowania jest taki, że decydujemy się podzielić z innymi tym gdzie akurat jesteśmy i nie śmiać się z tych którzy są za nami, ponieważ oni mogą rozumieć rzeczy których my jeszcze nie zrozumiemy przez lata, jeżeli w ogóle.

Duży problem z którym się zmagam, to branie zbyt wiele jak na jeden blog. Uważam że jeżeli potrafię napisać cały wpis za jednym posiedzeniem, zazwyczaj stwierdzam że jest wart opublikowania, przynajmniej w danej chwili. Może to jest po prostu punkt w którym się znajduję w mojej ścieżce rozwoju pisarza. Jeżeli nie potrafię napisać go za jednym posiedzeniem, czuje że nie mam do powiedzenia niczego wystarczająco konkretnego. Ale mam nadzieję że będę w stanie rozwinąć się dalej, ponieważ napisanie książki (lub czegokolwiek naprawdę ponadczasowego) będzie wymagało utrzymania uwagi przez tygodnie, miesiące, lata. Na razie potrafię to tylko z programowaniem. Kiedyś, być może.

Swoją drogą, moje następne wpisy na blogu będą próbami oczyszczenia moich niedokończonych esejów żeby zobaczyć czy mogę uruchomić niektóre z nich. Myślę że muszę trochę obniżyć poprzeczkę, i po prostu rzucić tam te cholerne teksty.

Bardzo bym chciał przeczytać twój blog

Jeżeli o to chodzi, proszę cię o pisanie blogów, bo wiem że masz naprawdę interesujące rzeczy do powiedzenia, nawet jeżeli tobie się wcale nie wydaje że są takie znowu interesujące. Twoje życie jest interesujące, i twoje opinie na temat technologii, Amazonu, i życia w ogóle są ważne dla mnie i dla innych. Założę się że możesz mnie wiele nauczyć, nawet jeżeli ci się tak nie wydaje. Heh, sam byłem gdzieś w połowie między dwudziestką a trzydziestką kiedy zrozumiałem że miałem poważne braki konceptualne w rozumieniu dlaczego w lecie jest ciepło a zimie zimno. To, co myślę że wiem, jest niewidocznym okruszkiem w porównaniu z sumą całej obecnej ludzkiej wiedzy. Zrób mi przysługę i oszczędź mi wysiłku biegania za tobą po korytarzu prosząc żebyś mnie oświecił.

Poza tym, nie jestem gotów na to co masz mi do powiedzenia. Kiedy przyjdzie na to czas, znajdę to na twoim blogu.

(Opublikowane 23 stycznia 2005)

Steve Yegge

źródło: http://steve.yegge.googlepages.com/you-should-write-blogs

tłumaczenie Maciej Bliziński