Big band w Bleu Note

Bleu Note to nie literówka. Dubliński pub z Capel Street wybrał sobie nazwę bardzo podobną do legendarnej sieci amerykańskich klubów jazzowych Blue Note.

Któregoś poniedziałkowego wieczoru chodziliśmy ze znajomą z Polski po mieście i szukaliśmy jakiegoś sympatycznego miejsca żeby napić się Guinnessa. Przypomniałem sobie ten jazzowy klub w którym widziałem na scenie tego samego, jestem tego prawie pewien, wokalistę, który grał w filmie The Commitments. Był o kilkanaście lat starszy, miał już krótkie włosy, ale rozpoznałem go po charakterystycznych zębach i sposobie poruszania się kiedy śpiewał. Styl muzyczny był również ten sam. W tym samym klubie widziałem na ladzie mleko Łaciate i spotkałem barmana Polaka.

Po wejściu do Bleu Note w ów poniedziałkowy wieczór, zobaczyłem najmniej spodziewany widok: bębny, bas, perkusja, piano, cztery puzony, cztery trąbki i pięć saksofonów! Oraz €5 za wstęp. Naprawdę, nie spodziewałem się zobaczyć tak wielkiego składu grającego w tym stosunkowo niedużym przecież klubie.

Big Band in Bleu Note, Dublin

Grali materiał z lat ‘30 i ‘40, w tym piosenki Franka Sinatry, śpiewane przez uroczego staruszka. Nigdy w życiu nie siedziałem tak blisko żywego big-bandu. Jeżeli ktoś miał kiedyś wątpliwości co do tego, czy muzyka na żywo jest w jakiś sposób lepsza od nagrań, polecam zajęcie miejsca w odległości 3-5m od big-bandu.

Większość dyskusji na temat przenoszenia dźwięku w nagraniach będzie się obracała wokół pasm częstotliwości i ogólnie tego co się dzieje pomiędzy mikrofonem a słuchawką. A tym co jest tak naprawdę ważne, jest wszystko to, co dzieje się wcześniej, czyli pomiędzy puzonem oraz uchem. Każdy instrument „promieniuje” różnymi widmami częstotliwości w różnych kierunkach. Jeden puzon nie generuje jednej fali, lecz wiele różnych, które poruszają się w różnych kierunkach, potem odbijają od ścian, mieszają z dźwiękiem pochodzącym z innych instrumentów, a koniec końców trafiają do tego niesamowitego aparatu, cudu natury zwanego ludzkim uchem. Wraz z towarzyszącym mu, rzecz jasna, mózgiem.

Trombone section in Bleu Note

Wtedy na całość wrażenia ze słuchania muzyki składa się również to, że każdy instrument jest umieszczony w jakimś punkcie w przestrzeni, że kiedy kręcimy głową, zbieramy różne „próbki” dźwięku, które nasz mózg w niesamowicie wyrafinowany sposób składa w całość i łączy z tym co widzimy. To jest dopiero wrażenie. Miałem ciarki na plecach, autentyczne, mocne, biegnące gdzieś od podstawy kręgosłupa w górę, aż do ramion. A kiedy zagrali Moonlight Serenade, poczułem jak w oku zakręciła mi się łza.

Komentarze

  • Wanted (2007-07-28 13:39:49):

    Bug reports:

    1) Forbidden

    You don’t have permission to access /video/big-band-singer.avi on this server.

    2) „poczułem poczułem” – duplikat

  • Automaciej (2007-07-28 13:43:52):

    Dzięki. Łaty nałożone.

  • mamaT (2007-07-30 12:43:55):

    też zawsze siadam blisko i mozliwie posrodku; wymysliłam nawet maksymę: wrazenie maleje z kwadratem odległości ;-)

  • automaciej (2007-09-09 04:21:58):

    Autonoogler

    Kładąc rękę na drzwiach, nie byłem pewien, czy będę w stanie je otworzyć pchnięciem, czy też ręka zawiedzie i wpadnę na drzwi. Na wszelki wypadek popchnąłem pół ręką a pół biodrem. Tak to jest, jak się idzie na siłownię pierws[…]