Horyzont zdarzeń

Steve Yegge, Google z punktu widzenia Nooglera:

Wpadłem tam na gościa którego trochę znałem. Kilka miesięcy temu przeprowadzałem z nim rozmowę kwalifikacyjną dla mojej starej firmy, ale on olał naszą ofertę i poszedł do Google. Czuliśmy się spiardle wydymani, bo to była najzdolniejsza osoba w grupie. Pamiętam że przeszedł wszystkie pytania w 12 minut, a potem już tylko rozmawialiśmy o tym w jaki sposób absolwenci wybierają miejsca pracy. Jego wnikliwe uwagi na ten temat stały się początkiem mojego mini-inwestygacji-dochodzenia, którego efektem było to że aplikowałem do Google.

Owe „śledztwo” zaczęło się od pogaduszek z absolwentami, dlaczego właściwie nie chcieli u nas pracować. Potem poszukałem trochę dalej, i jeszcze trochę dalej, aż w końcu odkryłem że Google ma coś w rodzaju horyzontu zdarzeń, poza którym każdy zostaje nieuchronnie wessany. Każdy kto pracuje w innej firmie i zainteresuje się, dlaczego właściwie ludzie chcą pracować dla Google, koniec końców tam aplikuje, o ile ma odwagę. I to jest też trochę straszne – rekrutacjo-marketing w Google osiągnął punkt w którym masa bystrych i doświadczonych osób zastanawia się czy w ogóle mieliby szanse dostać ofertę.

Podczas ostatniej rozmowy kwalifikacyjnej (etap 2/4), miałem okazję zadać kilka pytań. Między innymi, potwierdziła się plotka że w Google można poświęcić 20% czasu na dowolny (sensowny) projekt, pod warunkiem że nie jest to nasz główny projekt. I nie chodzi tu o czas po godzinach czy weekendy. Chodzi tutaj o czas poniedziałek-piątek od dziewiątej do piątej. Spanie się akurat nie kwalifikuje, ale jeżeli jest to inny projekt w Google albo projekt open-source to proszę bardzo!

Komentarze

  • hcz (2007-05-30 21:35:57):

    co to są „spiardle”?

  • burbie (2007-05-30 23:03:24):

    Spiardle to przysłówek, jeszcze ujdzie, ale… inwestygacje?! :)

  • Automaciej (2007-05-31 00:15:02):

    Znalazłem jakieś synonimy, proszę bardzo. :-)

  • hcz (2007-05-31 23:56:52):

    Dochodzenie jest rodzaju męskiego. A na spiardle jak widzę nie ma siły…

  • Automaciej (2007-06-01 00:23:19):

    A jak byś przetłumaczył „we were bummed”?

  • hcz (2007-06-01 00:43:25):

    Nie wiem — musiałbym poinwestygować. Z pewnością nie „czuliśmy się spiardle” bo takiego słowa w języku polskim nie ma. Już raczej „czuliśmy się chujowo”…

  • hcz (2007-06-01 00:49:11):

    Poinwestygowałem: wyruchani albo wydymani…

  • automaciej (2007-06-12 22:24:11):

    Alegoria Steve’ego

    Steve Yegge jest jednym z moich ulubionych bloggerów. Właściwie, jest on nawet nie tyle bloggerem, ile autorem artykułów, bo pisze rzadko acz obszernie.
    Steve pracuje w Google, co jest dla mnie tematem bardzo na czasie. Szczególnie po artykule[…]