Nie szedłbym tak daleko

Kiedyś rozmawiałem na temat racjonalizmu z pewnym człowiekiem o wykształceniu humanistycznym. Rozmawialiśmy na temat teorii ewolucji i atakach pod jej adresem. Zgadzaliśmy się w większości punktów. W pewnym momencie powiedział coś, co zapadło mi w pamięć.

„…ale żeby stwierdzić, że nie ma nic ponad to, co można zbadać i udowodnić… ja nie szedłbym aż tak daleko.”

Daleko? Nie spodziewałem się, że można na to patrzeć z tej strony. Tak jakby punktem wyjścia była wiara w duchy.

Komentarze

  • Hubert (2007-04-28 11:50:44):

    Czytam tę notkę, czytam jeszcze raz i kolejny… i nie rozumiem co autor chciał przekazać. Rozumiem, że jest jakaś idea, która dla Ciebie jest oczywista a dla Twojego rozmówcy — nie. Nie wiem tylko czy oczywiste jest istnienie czegoś czego nie da się zbadać i udowodnić, czy wręcz przeciwnie.

  • mamaT (2007-04-28 19:12:30):

    znając Automacieja myślę, że wyklucza niezbadalne naukowo

  • Automaciej (2007-04-28 19:28:58):

    Ponieważ moja notka zawiera rozważanie „co autor miał na myśli”, nie wiem którego autora miałeś na myśli: mojego rozmówcę czy mnie?

    Z tego co powiedział mój rozmówca, wynika, że twierdzenie o tym że istnieje tylko to, co można zbadać i udowodnić, jest „pójściem daleko” ― co oznacza kierunek ruchu od magii do racjonalizmu.

    Ja zapytałbym raczej: „Jak daleko można zajść w twierdzeniach że istnieją rzeczy których nie można zbadać ani udowodnić?” Gdzie jest granica?

  • aevin (2007-04-28 20:18:03):

    h/4*pi – to chyba ta granica ;)

  • Luscynd (2007-05-02 00:55:25):

    Patrząc z punktu widzenia chronologicznego rozwoju cywilizacji zachodniej to idziemy właśnie od duchów i mitologii do racjonalizmu. Z kolei patrząc z punktu widzenia jednostki o ugruntowanym racjonaliźmie jest odwrotnie. Może właśnie Twój rozmówca patrzył na to historycznie, co nie byłoby dziwne w przypadku humanisty.