W hostelu

Linie lotnicze Aerlingus naprawdę istnieją. Autobus 16A faktycznie dowiózł mnie i L. w pobliże hostelu. Hostel też istnieje i jest całkiem sympatyczny.

Niesamowicie mi się tu podoba. Jest to trochę dziwne, bo właściwie niewiele jeszcze widziałem. Przeszliśmy się z L. nad rzeką, obejrzeliśmy katedrę św. Patryka, kupiliśmy jogurt za równowartość ok. 12 zł i wróciliśmy do hostelu.

Centrum miasta to stylowe domy i dość wąskie ulice którymi przeciskają się ogromniaste piętrowe autobusy, kierowane przez czarnoskórych kierowców.

To że słyszałem dużo polskiego na lotnisku, uznałem za normalne. W autobusie kiedy studiowałem mapę, podszedł do mnie Polak i trochę mi objaśnił trasę. Pewnie gość z lotniska, pomyślałem. Trzy przystanki dalej wsiadła jakaś para. Uchwyciłem kawałek „…ale mi się nie chce.” Ci już nie byli z lotniska… Potem dalsze studiowanie z planu, L. zastanawia się na głos, czy trzeba wciskać guzik STOP przed przystankiem. Gość siedzący obok odwraca się i mówi: „Trzeba, trzeba. A na przystankach trzeba machać bo inaczej się nie zatrzymają. Takie tutejsze niespodzianki.”

Zastanawiam się, czy ja w ogóle wyjechałem z Polski…?

Zaszliśmy do indyjskiego baru, najedliśmy się z L. do wypuku. Czyżby najedzenie się było elementem poczucia bezpieczeństwa? Chodząc najedzony po Dublinie, poczułem się taki jakiś zadowolony, dawno nie czułem czegoś takiego. Ten wyjazd przebiega zdecydowanie przyjemniej niż poprzedni, do Danii.

Komentarze

  • RioT (2007-01-04 21:33:14):

    Pierwsza złota zasada – nie przeliczać pieniędzy :D

  • lemiel (2007-01-04 21:46:55):

    A to czytałeś?
    http://polonian.co.uk/njusy/nasza_irlandia.html

  • Pio (2007-01-05 08:18:06):

    A skad Internet i jaki?

  • Joanna (2007-01-05 16:08:09):

    Gratulacje, pozdrówcie Dublin ode mnie! Jest taki piękny!

    Koniecznie sobie pozwiedzajcie, ja osobiście polecam starą bibliotekę i wystawę o tworzeniu starych książek na tamtejszym uniwersytecie. Mogłabym tam wiele czasu spędzić – ach ten klimat starych zakurzonych ksiąg… :) Trochę Wam zazdroszczę tego Dublina, ale niewykluczone, że też się tam kiedyś zjawimy znowu.

    Tak, tak, i nie przeliczajcie. Nawet dla mnie, przyzwyczajonej do niemieckich cen, irlandzkie ceny były szokiem.

  • hcz (2007-01-05 19:20:54):

    A to w Danii Was głodzili…?