Nap

Okazuje się że mam pod nosem dom kultury, do którego warto zajrzeć od czasu do czasu. Dzisiaj na przykład był Marek Napiórkowski z zespołem i Henrykiem Miśkiewiczem jako gościem. Oprócz biletu (10zł) kupiłem płytę Nap (40zł) i upolowałem podpis lidera.

Nagłośnienie było niezłe. Gitara Napiórkowskiego brzmiała bardzo klarownie. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o basie, któremu brakowało środka (dla niezorientowanych: częstotliwości pomiędzy 300Hz i 6kHz). Brzmienie fortepianu elektronicznego Yamaha, było tępe i męczące. Mam wrażenie, że to ten sam instrument, który ongiś drażnił mnie w Harendzie.

Po zagraniu standardowego bisu, artyści zostali zaskoczeni uporem i determinacją piaseczyńskiej publiczności, domagającej się drugiego bisu. Klaskałem miarowo i zawzięcie, aż Marek zmiękł i zagrał w duecie z teściem coś z zupełnie innej beczki, nastrojową balladę w przyciemnionym świetle (realizator wykazał się wyczuciem). Był to najbardziej jazzowy moment koncertu.

Organizatorzy jazzowych wtorków w Piasecznie zapraszają na 14 lutego, jeszcze nie wiedzą kto będzie grał, ale zapewniają że będzie coś interesującego. Trzymam kciuki.